Showing posts with label Fuchsia. Show all posts
Showing posts with label Fuchsia. Show all posts

22.6.14

All that jeans


Never say never. Especially when it comes to clothes. I thought I would never wear jeans from head to toe again, since I stopped wearing dungerees when I was 12. Also wearing denim dungerees while pregnant has always been my 'no no'. I'm really surpised then by how good I feel in this denim jupsuit. I wonder why we change our minds about certain clothes. Is it more about a change of circumstances or a change of taste? Or maybe it's just because we are influenced, we want it or not, by constantly changing fashion? 

Nunca digas nunca. ¿Cuantas veces lo hemos escuchado? Pero es cierto, sobretodo si se trata de la ropa. Pensaba que desde cuando dejé de ponerme mi peto vaquero con más o menos 12 años, ya no me iba a vestir con denim de pies a cabeza. De llevar petos vaqueros durante el embarazo... ¡ni hablar! Pero tengo que asumir de que no podría sentirme mejor ahora que con este mono denim. Me pregunto porque a veces cambiamos la opinión sobre algunas prendas. ¿Es más por el cambio de las circunstancias o el cambio de niestros gustos? ¿O es porque estamos, si lo queremos o no, bajo la influencia de la moda que está cambiando constantemente? 

Nigdy nie mów nigdy. Ten frazes, na tle innych wyświechtanych haseł, wydaje mi się bardzo trafny. Od czasu, gdy w wieku chyba 12 lat przestałam nosić ogrodniczki, nie przypuszczałam, że jeszcze ubiorę się od stóp do głów w dżins. Noszeniu dżinsowych ogrodniczek w ciąży zawsze mówiłam stanowcze "nie". Natomiast, ku mojemu zdziwieniu, w dżinsowym kombinezonie czuję się teraz świetnie. Zastanawiam się, co wpływa najbardziej na to, że niektóre rzeczy zaczynają nam się podobać. Czy to raczej kwestia zmiany okoliczności czy bardziej zmiany gustu? A może to po prostu sama moda narzuca nam, czy tego świadomie chcemy czy nie, ciągłe zmiany?  



8.4.14

7 things


Some time ago I wrote 
here about things I love about London. Here's the second part:
  1. Diverse dining - London is not only a melting pot of cultures, ethnicities and languages but also cuisines, which is reflected in amazingly eclectic dining scene.
  2. Colourful doors and brick walls - as you have noticed, many of my pictures are taken by brick walls. I simply love them. As well as beautiful, colourful doors.
  3. Music - Not only every well-known band puts on a concert in London when they're touring through Europe, but also live music played in Soho or Camden bars is just unbeatable. Even Tube buskers are extremally good (actually all the performers have to pass through audition and get a licence to be allowed to play on the Underground).
  4. Stunning views from Primrose Hill, Hampstead Heath, St Paul's Cathedral.
  5. West End Musicals
  6. Pictoresque Regent's Canal with its colourful narrowboats, vibrant Camden Lock and charming Little Venice. A perfect place for a Sunday stroll. 
  7. It's not so rainy and foggy as everybody thinks-not only does London get less rain per year (601 mm) than anywhere else in the UK, but even less than Rome (834 mm) and Bordeaux (923 mm)! A famous London fog is a myth too :)
And if you fancy something different? You can get on a train and head to Paris ;) It's just less than 2.5 h away. 

Hace algún tiempo escribí aquí sobre los motivos por los que me encanta Londres. Aquí está la segunda parte:

  1. Diversidad de los sitios para comer - Londres no es sólo un crisol de culturas, etnias e idiomas, sino también de las cocinas y eso se refleja en la increíblemente diversa y ecléctica escena gastronómica. 
  2. Puertas de colores y paredes de ladrillo - como habéis notado las paredes de ladrillo a menudo aparecen como el fondo de mis fotos. Simplemente me encantan. Así como las puertas de todos los colores que son tan bonitas.
  3. Música - No sólo cada banda conocida durante da un concierto en Londres durante su gira por Europa, sino también la música en vivo en los bares del Soho o Camden es estupenda. Incluso los músicos en el metro son excepcionales (de hecho, todos los artistas tienen que pasar las audiciones y obtener una licencia para poder tocar allí).
  4. Las vistas impresionantes desde el Primrose Hill, el Hampstead Heath , la Catedral de St Paul.
  5. Musicales en West End
  6. Regent's Canal - con decenas de bracazas de colores, el vibrante Camden Lock y la encantadora Little Venice. Un lugar perfecto para dar un paseo los domingos.
  7. No llueve tanto como lo piensa todo el mundo. En Londres no solo llueve menos que en cualquier otra parte del Reino Unido (601 mm) pero menos que en Roma (834 mm) y Burdeos (923 mm)! La famosa niebla londinense también es un mito :)
¿Y si nos apatece algo diferente? Podemos coger el tren y en menos de 2.5 estaremos en París ;) 

Jakiś czas temu pisałam (dla przypomnienia: tu), o tym za co tak bardzo lubię Londyn. Dzisiaj kolejna część: 

  1. Kulinarna mieszanka kulturowa - Londyn to nie tylko tygiel narodowości, kultur i  języków, ale też bogactwo smaków z całego świata. Masz ochotę na coś egzotycznego? Z pewnością to tutaj znajdziesz. 
  2. Kolorowe drzwi i ceglane mury - częstym tłem moich zdjęć są właśnie mury z cegły, które ogromnie mi się podobają i przy tym są szalenie fotogeniczne. Podobnie jak piękne drzwi w intensywnych kolorach.
  3. Muzyka-nie tylko każdy znany zespół i wykonawca gra koncert w Londynie w czasie swojej europejskiej trasy, ale także muzyka wykonywana na żywo w jakimkolwiek barze w Soho czy w Camden jest niesamowita. Mało tego, nawet muzycy w metrze (szczególnie na Leicester Square and Charing Cross Station) są na najwyższym poziomie (nic dziwnego skoro, aby dostać pozwolenie na występy na stacjach metra trzeba przejść przez casting).
  4. Przepiękne widoki z Primrose Hill, Hampstead Heath i St. Paul's Cathedral
  5. Musicale na West Endzie
  6. Malowniczy Regent's Canal-z pływającymi po nim kolorowymi barkami, tętniącym życiem Camden Lock i uroczą Little Venice.
  7. Nie pada tak często jak się wydaje-w Londynie nie tylko pada mniej niż w jakimkolwiek innym miejscu w Wielkiej Brytanii (601 mm rocznie), ale też mniej niż w Rzymie (834 mm) i Bordeaux (923 mm)! Słynna londyńska mgła to też mit :)
A jeśli mamy ochotę na coś innego? Wystarczy wsiąść do pociągu i za niecałe 2,5 godziny będziemy w Paryżu ;) 


20.10.13

Fuchsia in autumn


Once I have mentioned here that one of the things that I love about London are second-hand shops. Their local, non-commercial variety are charity shops. What are they? They are retail outlets selling mainly second-hand donated goods (not only clothes but also book, musical instruments, CDs, bric-a-brac) to raise funds for their parent charities. The first charity shop was open in the 19th century and currently in the UK and Ireland there are more than 10,000 of them. Why is it worth buying there? Not only because of the wide range of unique and retro goods that we can find there, but also to support the activities of the parent charity. Besides, shopping in the charity shops (and second hand shops in general) has its environmental and ethical benefits because of the reuse and recycling of goods. My favourite charity shops in London are located in Camden Town. I particulary like: Sue Ryder (a shop run by a charity providing care for people with life-changing illness), Scope (helping disabled people) and Traid (working to stop the exploitation of clothing factories workers). And you, what do you think about this concept? Or do you know, perhaps, any interesting charity shops in London? 

Una vez he mencionado aquí que una de las cosas que me gustan en Londres son las tiendas de segunda mano. Su variedad local y no comercial son las charity shops. ¿Qué son? Son tiendas que venden principalmente bienes de segunda mano (no sólo ropa , sino también libros, instrumentos musicales, discos, objetos de decoración, muebles) para recaudar fondos para la organización benéfica a la cual partenecen. La primera tienda de este tipo fue abierta en el siglo 19 . Actualmente en el Reino Unido e Irlanda hay más de 10.000. ¿Por qué vale la pena comprar allí? No sólo por su amplia gama de productos originales y retro, sino también porque así podemos apoyar una buena causa - actividad de una organización benéfica. Además, comprar en las charity shops (y en las tiendas de segunda mano en general) tiene sus beneficios ambientales y éticos, debidos a la reutilización y reciclaje de productos. Mis tiendas favoritas están situadas en Camden Town. Me gustan particularmente: Sue Ryder (partenece a una organización benéfica que ofrece atención a personas con enfermedades terminales), Scope (que ayuda a las personas con discapacidad) y Traid (que trabaja contra la explotación de trabajadores en las fábricas de ropa, sobre todo en Bangladesh y Vietnam). Y a vosotras, ¿qué os parece este concepto? ¿O tal vez conocéis algunas interesantes tiendas de este tipo en Londres ?

Pisałam kiedyś tutajże jedną z rzeczy, które uwielbiam w Londynie są second handy. Najpopularniejsza i typowo brytyjska ich odmiana to tzw. charity shops. Czym są? To outlety, w których sprzedaje się przedmioty (oprócz ubrań także książki, sprzęt muzyczny, płyty, bibeloty, meble) z drugiej ręki, a osiągnięty w ten sposób dochód przeznaczany jest na działalność organizacji pożytku publicznego, która dany sklep prowadzi. Pierwszy charity shop powstał w XIX w. Obecnie na Wyspach Brytyjskich znajduje się ich ponad 10 tys. Czemu warto tam zaglądać? Oprócz tego, że możemy tam upolować prawdziwe perełki, wspieramy także, przez nasze zakupy, organizacje charytatywne. Poza tym kupowanie w charity shops (i second handach w ogóle) przynosi korzyści ekologiczne, ponieważ pozwala na ponowne wykorzystanie ubrań i innych produktów. Moje ulubione (ze wzgledu na asortyment) londyńskie charity shops znajdują się w Camden Town i są to: sklep Sue Ryder (należący do fundacji prowadzącej hospicja), Scope (organizacja pomagająca osobom niepełnosprawnym) i Traid (który m.in. walczy z eksploatacją pracowników fabryk odzieży w Bangladeszu i Wietnamie). A Wy, co sądzicie na ten temat? A może znacie jakieś ciekawe charity shops w Londynie? 


  


Wearing: J.Crew (second hand) trousers; Tintoretto blazer; Parfois necklace; Sfera sweater; Michael Kors bag; Aldo shoes

15.9.13

Navy blue and fuchsia



September is a popular month for weddings. Today I want to show you my outfit for this kid of ocassion. Of course special moments require special attire but I always, on my wedding and ones that I attended as a guest, follow the rule that less is more. For weddings I choose simple yet elegant dresses that don't make me look dressed up. I opt for short dresses-both for day-time and evening weddings, unless the White Tie (the most formal) attire is required. A classic little black dress is a good option for many ocassions, including weddings but better when it is not a "total black look". Colourful clutch or shoes do the trick. Although some people find "only the bride wears white (ivory, ecru)" rule outdated, I stick to that. There are plenty of other colours available for guests, right?  

Septiembre es un mes popular para las bodas. Hoy quiero mostraos mi look para este tipo de ocasión. Por supuesto los momentos especiales requieren una vestimenta especial, pero siempre, tanto vistiéndome para mi propia boda como para las que asistí como una invitada, he seguido la regla que dice que menos es más. Para las bodas elijo vestidos sencillos pero elegantes, que no me hacen parecer disfrazada. Opto por vestidos cortos, tanto para las bodas del día como para las de noche, a menos que es una boda ultra formal ("White Tie"). Un clásico vestido negro es una buena opción para muchas ocasiones, incluyendo bodas, pero mejor cuando no es un "total look en negro". Accesorios o zapatos coloridos hacen el truco. Aunque algunas personas encuentran la regla que dice que "sólo la novia puede vestirse de blanco (marfil, ecrú)" muy anticuada, yo me quedo con eso. Hay un montón de otros colores disponibles para las invitadas. Esta vez escogí el azul marino con un toque de fucsia. 


Tradycyjnie wrzesień to miesiąc ślubów. Dlatego dzisiaj chcę Wam pokazać mój strój na taką okoliczność. Wyjątkowe okazje wymagają oczywiście specjalnej oprawy, ale zarówno na własnym ślubie, jak i na tych, na których byłam gościem, trzymałam się zasady, że mniej znaczy więcej. Na wesela wybieram proste, eleganckie sukienki, takie, w których nie czuję się przebrana czy przesadnie "wystrojona". Jeśli tylko na zaproszeniu nie jest wyraźnie zaznaczone, że obowiązuje "White Tie" (bardzo formalny ubiór), to zarówno na dzień jak i na wieczór zakładam krótką sukienkę. Klasyczna mała czarna to dobra i bezpieczna opcja na wiele okazji, w tym na ślub -zwłaszcza gdy czerń jest przełamana jakimś kolorowym dodatkiem. Zasadę, że biel (jak i ecru, kość słoniowa i pokrewne odcienie) są zarezerwowane dla Panny Młodej, niektórzy w dzisiejszych czasach uważają za niepotrzebny i przestarzały przesąd, ja jednak się jej trzymam. W końcu dla gości jest tyle innych kolorów do wyboru. 




Wearing: Formula Joven dress, Parfois clutch, Fosco shoes, Bracelet & Earings (present)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...